• Wpisów:12
  • Średnio co: 143 dni
  • Ostatni wpis:4 lata temu, 21:03
  • Licznik odwiedzin:1 432 / 1863 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
WYBACZCIEE! STRASZNIE DUŻO NAUKI BYŁO.. no więc dajcie nam czas do jutra.. wstawimy 5 rozdział. Ktoś będzie czytał ? :)
 

 
Witajcie ! Nieługo dodamy 5 rozdział ! Przepraszamy że tak długo to trwa ale nie za bardzo miałyśmy jak w tygodniu to napisać ! ~El. x
 

 
Rozdział 4
*Ten sam dzień oczami Harry’ego*
W tym tygodniu nocowaliśmy z chłopakami w naszym wspólnym domu..
Wieczorem dużo się wygłupialiśmy.. zresztą jak zwykle.. ale tym razem zaczęliśmy rozmowę ta temat kobiet. Graliśmy w taką jakby „szczerość”. Każdy z nas opowiadał jaka kobieta mu się marzy.. itp.
Po kilku godzinach gry rozeszliśmy się do pokoi i poszliśmy spać.
Obudziłem się o 11. Dłuuugo leżałem jeszcze w łóżku rozmyślając nad tym że czeka mnie kolejny monotonny dzień. Na 1pm mieliśmy stawić się w studio, nagrywać nowy kawałek na płytę.
Zwlokłem się powolnie i ospale z łóżka i zszedłem na dół coś zjeść.
W lodówce były tylko jajka i kiełbasa. Więc wziąłem patelnie i usmażyłem sobie jajecznice z kiełbasą. Nie bardzo miałem na nią ochotę, ale co zrobić ? Odstawiłem pusty talerz i poszedłem wziąć prysznic.
Wskoczyłem w ciuchy i akurat wybiła 12.30pm więc sięgnąłem po torbę, kluczki do samochodu i wyszedłem.
Te zdjęcia zrobili mi przed studio..
http://www.google.pl/imgres?um=1&;hl=pl&rlz=1C1AVSA_enPL482PL482&biw=1280&bih=666&tbm=isch&tbnid=C693jl2xiY6pHM:&imgrefurl=http://taylor4.pinger.pl/m/14336451/ciag-dalszy-faktow-o-harrym&;docid=-fQbmjkd4-A5kM&imgurl=http://i.pinger.pl/pgr394/e835be4a001ecbea503b99f7/harry-styles-1d-matchmaker.jpg&;w=300&h=300&ei=lWVUUJTcHIXPtAbL-IHwCw&zoom=1&iact=hc&vpx=339&vpy=338&dur=387&hovh=146&hovw=138&tx=122&ty=210&sig=115000156151155147305&page=3&tbnh=146&tbnw=138&start=44&ndsp=28&ved=1t:429,r:22,s:44,i:280
Kiedy wszedłem do studio chłopcy już tam byli. W sumie nie dziwne że w domu tak cicho było kiedy wstałem.
Przez kilka godzin pracowaliśmy nad nowym kawałkiem.. No i w sumie nawet nieźle wychodzi.
Po tych całych nagraniach i w ogóle powiedziałem że jadę na chwile do mamy a potem wracam do domu. Zapakowałem się w samochód, włączyłem radio i docisnąłem pedał gazu.
Szybko się okazało że droga którą zwykle jeżdżę do mamy jest w remoncie i jest wyznaczony objazd.
Oczywiście na około. No ale co ja mam niby zrobić? No ok, mam nowy samochód ale latać to on nie potrafi. Objazd prowadził do Oxford Street, wyjeżdżałem właśnie z bocznej uliczki gdzie na głównej ulicy było przejście dla pieszych. Spojrzałem na nie i jakby czas się zatrzymał. Wcisnąłem hamulec najmocniej jak się dało.. a z kół samochodu wydał się przeraźliwy i irytujący pisk.
„O szlag! Potrąciłem dziewczynę!” – pomyślałem i w tym momencie wyobraziłem sobie siebie przed sądem.
Wybiegłem z samochodu jak oparzony i podbiegłem do dziewczyny. Zacząłem ją przepraszać i próbowałem pomóc jej wstać. Zaczęła krzyczeć żebym zabrał „te łapska” oczywiście z grzecznościowym zwrotem „Pajacu”. Zacząłem się wypytywać czy nic jej nie jest i w ogóle.
Ona cały czas odpowiadała z niesamowitym bulwersem. Powiedziałem żeby wsiadła do samochodu to zawiozę ją do szpitala. O dziwo jeszcze bardziej się zbulwersowała. Staliśmy tak przez chwile i dyskutowaliśmy o tym czy coś jej jest czy nie. W końcu nie wytrzymałem i wyrwałem do niej z tekstem: „Albo wsiądziesz sama, albo ja cie tam posadzę i zawiozę do szpitala.”
„Boże ! Co to jest za jakaś uparta dziewczyna !” – pomyślałem.
Ona spojrzała się na mnie, podziękowała za troskę (?), odwróciła się i ruszyła przed siebie.
„Nie, no nie mogę jej tak zostawić! Musze wiedzieć czy nic jej nie jest” pomyślałem.
Więc nie wiele myśląc podbiegłem do niej, złapałem ją w talii i przerzuciłem przez ramię. Żebyście wiedzieli ile się nawrzeszczała żebym ją puścił.. Ci co przechodzili obok a nie byli przy tym zdarzeniu patrzyli na mnie jakbym chciał ją porwać! No ale to w sumie nie ich sprawa.
Zaniosłem i posadziłem ją w samochodzie na miejscu pasażera i kazałem jej zapiąć pasy, poczym przeszedłem na swoje miejsce i ruszyłem do szpitala. Długo siedzieliśmy w ciszy. W pewnym momencie dziewczyna szybko wyciągnęła telefon z torby i zaczęła pisać sms’a. Chciałem rozluźnić atmosferę więc żartobliwie zapytałem czy to jej chłopak. Dziewczyna odparsknęła „Nie twój interes.”
Zastanawiało mnie czemu jest do mnie tak wrogo nastawiona.. Zapytałem o to. Stwierdziła że to nie prawda. Ale koniecznie chciałem wiedzieć dlaczego.. więc wypytywałem dalej. A ona wciąż zaprzeczała.
Potem przedstawiłem jej się. Podeszła do tego mniej wrogo..
-„Caroline.” Odpowiedziała i podała mi dłoń.

Spojrzałem w jej kierunku i uśmiechnąłem się do niej. Ona odwzajemniła uśmiech.. i pierwszy raz od tamtego zdarzenia spojrzała mi prosto w oczy. W tym zobaczyłem jej zielone oczy.
Po prostu.. Poczułem się jakby czas się zatrzymał..
Dziwne uczucie.. No, ale przecież ją potrąciłem, najważniejsze było żeby zawieść ją do szpitala i sprawdzić czy nic jej nie jest.
Wreszcie dojechaliśmy! Po załatwieniu wszystkich formalności skierowaliśmy się do poczekalni.
Byłem zdenerwowany, a kiedy tak się dzieje chodzę w tą i powrotem tak jakby owsiki dosłownie tańczyły krakowiaka w środku mojego odbytu. Nie no dobra, trochę przesadziłem.. po prostu odczuwam potrzebę chodzenia. Caroline siedziała i przeglądała jakieś czasopisma. Stanąłem nad nią i zacząłem się jej przyglądać..
-„Jesteś śliczna, wiesz? Uparta, ale śliczna.” – powiedziałem.
Dziewczyna podniosła wzrok i zaczerwieniła się a przecież nie dokładnie o to mi chodziło.
Zza pleców usłyszałem głośny pisk.
„Oho.. zaczyna się.. ” – pomyślałem. – „Czy nawet w szpitalu nie mogą sobie darować? Uwielbiam naszych fanów ale błagam.. w szpitalu?!”
Podeszła do mnie dziewczyna mniej więcej w wieku 14 lat i poprosiła o zdjęcie i autograf.
Co miałem zrobić? Podpisałem jej kartkę papieru, zrobiłem zdjęcie..
I w tym właśnie momencie drzwi gabinetu otworzyły się. Lekarz stojący w drzwiach gabinetu wezwał Caroline do środka.
-„Ja tu poczekam” – powiedziałem Caroline.
-„OK. ”- odpowiedziała.
Usiadłem na chwile.. ale po upływie 30sek. Musiałem wstać.. znów chodziłem w kółko jak idiota, czekając tylko aż ktoś wyjdzie z gabinetu i powie mi wreszcie co i jak.
Tak! Wreszcie wyszła. Zapytałem się co lekarz powiedział..
Opowiedziała mi wszystko po kolei.
„Boże, jak dobrze że nic jej nie jest..” – pomyślałem.
Wsiedliśmy do samochodu i odwiozłem ją w miejsce w którym była umówiona.
Podziękowała mi za poświęcenie czasu i za troskę.
Tak naprawdę nie miała za co bo to ja powinienem jej dziękować że nie wezwała policji.
No i dodałem że miło by było gdybyśmy się jeszcze kiedyś spotkali, ale w milszych okolicznościach.
Potwierdziła. Pożegnała się i odeszła. Ruszyłem w dalszą drogę. Dojechałem do domu..(w miedzy czasie zadzwoniłem do mamy że dziś nie dam rady przyjechać bo coś mi wypadło) i szczerze mówiąc nie mogłem przestać o niej myśleć. Cały czas chodziła mi po głowie.. Nie mogłem się od tego uwolnić.
„Harry, po co ty robisz sobie nadzieje..? Pewno i tak już nigdy w życiu jej nie spotkasz..”- ta myśl jeszcze bardziej mnie dobiła.
Posiedziałem godzinę w domu z chłopakami, a potem z Zayn’em pojechaliśmy jeszcze tylko uzupełnić lodówkę bo świeciła pustkami. Po drodze do sklepu Zayn opowiedział mi co się dzisiaj wydarzyło. Ja również podzieliłem się z nim moimi przygodami.. W sklepie spożywczym wybieraliśmy właśnie jakieś jogurty kiedy po drugiej stronie zobaczyłem dwie dziewczyny..
„Czy to możliwe?”- wypatroszyłem oczy na zewnątrz..
Szturchnąłem Zayn’a i dyskretnie wskazałem mu jedną z dziewcząt..
-„To Caroline”- dziewczyna którą potrąciłem.
-„Ooo stary nie żartuj!”- Wyrwał Zayn.
Zayn chwile im się przyjrzał.
-„Harry to jest chyba jakiś żart! Przecież ta blondynka, to ta którą oblałem piciem!”
-„Taa, nabijaj się.” –stwierdziłem z naburmuszoną miną żeby pokazać mu że to nie czas i miejsce na tego typu dowcipy.
-„Nie stary, poważnie!”
-„Chodź podejdziemy ..” – wyszeptałem.

Podeszliśmy do nich dość niepewnie.
-„No proszę, jednak się jeszcze spotkaliśmy..” - uśmiechnąłem się do Caroline.
-„Haha.. Noo. Szczerze mówiąc szybciej niż się tego spodziewałam..”
-„To przeznaczenie..”
-„Może…” -zaśmiała się.

Zayn coś tam gadał z dziewczyną z Subway’a, jak się okazało – koleżanką Caroline.
-„Przepraszam, ale się spieszymy.. musimy już iść. Miło było was poznać.. Na razie” – powiedziała i obie oddaliły się w stronę kas.

My z Zayn’em szybko skończyliśmy zakupy i udaliśmy się do domu.
Nie zjadłem nawet kolacji tylko położyłem się do łóżka i długo rozmyślałem o Caroline.
Potem zasnąłem..

*Ten sam dzień oczami Zayn'a*

Ding, dong, ding dong. Piękny sen odszedł w zapomnienie. Czwartek przedostatni dzień roboczy, zazwyczaj jest: „alby do piątku”. Później weekend, dla niektórych jedyna chwila wytchnienia. No tak. Dla niektórych, ale na pewno nie dla mnie. Słowo weekend zawsze oznacza wywiady w radio, telewizji śniadaniowej, czy wieczorne talk show’y. Zazwyczaj to pestka, kupa śmiechu, doba zabawa, na końcu jakaś piosenka. Tylko ja jak reszta ludzi na tej planecie potrzebujemy odpoczynku. No właśnie, odpoczynku. Słowo które w karierze muzycznej nie jest znane. Dlatego teraz kiedy dzisiaj pierwsze i ostatnie tego dnia nagranie mieliśmy zaplanowany na trzynastą. Każdy mógł sobie pospać co najmniej do dwunastej, a tym czasem o godzinie dziewiątej ktoś dobija się nam do drzwi. Ja na pewno nie wstaję, na pewno nie ja. Ding, dong, ding, dong, rozległo się ponownie. Czy nikt nie zamierza się ruszyć? Schowałem głowę pod poduszkę. Ja chcę spać. Za późno. Dźwięk dzwonka rozległ się ponownie, a mi całkowicie odechciało się spać. Przynajmniej na razie. Usiadłem na łóżku i przetarłem oczy. Była piękna pogoda. Odrzuciłem kołdrę na skotłowane łóżko i wygrzebałem się na podłogę. Oczywiście stanąłem najpierw prawą nogą. Wyszedłem z pokoju i przeskakując po dwa schodki zbiegłem na dół. Przez szybki w drzwiach widać było, że ktoś nadal tam stoi. Zacząłem otwierać tuziny zamków które mięliśmy zamontowane w drzwiach wejściowych. Ostrożnie uchyliłem drzwi. Wschodzące słońce było oślepiające. Na schodach stała Danielle. Przywitałem się serdecznie i wpuściłem ją do środka.
- Zaczekaj zaraz obudzę tego śpiocha – krzyknąłem ponowni wdrapując się na górę. Bezceremonialnie otworzyłem drzwi prowadzące do pokoju Liama. – Co ty sobie wyobrażasz – Krzyknąłem, ściągając z niego kołdrę i okładając go poduszką.
- Czego chcesz ode mnie z samego rana? – Krzyknął oburzony Payne, osłaniając się rękoma
- Twoja dziewczyna przyszła, a tobie nawet tyłka nie chce się ruszyć, żeby drzwi otworzyć?
- Daniel przyszła? No to czemu nic nie mówisz?
- Bo to ja musiałem wstać, teraz należała Ci się kara. – sapnąłem sadowiąc się na fotelu
- Ok. powiedz jej, że zaraz przyjdę.
- Sam idź, co boisz się, że jak Cię zobaczy w takim stanie to wybierze kogoś kto nawet rano ładnie wygląda, czyli na przykład mnie?
- Tego akurat się nie obawiam, ona nie lubi takich zarozumialców. – pokazałem mu język, ale w tym momencie pojawiła się Danielle.
- Oh, chyba będziemy zmuszeni poczekać u mnie, bo nasz królewicz jeszcze się nie wyszykował. – powiedziałem wstając z fotela. Niestety Liam był szybszy i złapał Daniel w pasie rzucając na łóżko.
- Żegnam – powiedział tylko wypychając mnie z pokoju.
- Jakby co wiecie gdzie mnie szukać – zaśmiałem się już sam do siebie, bo drzwi zostały zamknięte mi przed nosem.
- Co to za krzyki? – nagle z pokoju obok wyszedł Niall
- Taka tam kłótnia kochanków – odpowiedziałem i zaniosłem się śmiechem, kiedy zrobił wytrzeszczone oczy.
Zbiegłem do kuchni, chcąc zrobić sobie śniadanie. Chociaż cały czas chodziłem uśmiechnięty, w sercu miałem pustkę. Jak to mówią ten kto zawsze jest wesoły, w środku cierpi najbardziej. To prawda. Mam przyjaciół, rodzinę. To zawsze oni dawali mi szczęście. Tylko patrząc z boku na Liama, Lou, ja też tak chciałem. Miałem miliony fanek, które na każdym koncercie krzyczały jak bardzo mnie kochają, ale one widziały we mnie tylko Zayna z 1D, a nie normalnego chłopaka. Sam tego chciałem, sam zgłosiłem się na casting, a jednak nie żałuję. Cieszę się, że tak postąpiłem. To tu moja przygoda nabrała rozmachu. Miłość. Wierzę w nią. Wierzę, że w końcu poznam ją, tą jedyną, wymarzoną, idealną – ale tylko dla mnie. Wierzę, że mogę zakochać się od pierwszego wejrzenia. Dlatego patrzę na wszystkich zakochanych, głośno klaszczę i kibicuję im, a sam zmierzam drogą, którą każdy musiał kiedyś przejść.
W studio nagranie nowej piosenki poszło szybko gładko i przyjemnie. Tak jak sądziłem. Za piętnaście siedemnasta wracałem już do domu. Postanowiłem wstąpić jeszcze do subway’a . Kolejka była długa, ale nie zwróciłem na to uwagi. Wyjrzałem za okno lokalu. Nareszcie mogłem być obserwatorem. Patrzyłem na ludzi na ulicy. Jedni siedzieli w swoim wozie i jechali zatłoczoną drogą, co rusz utykając na światłach albo korku, inni woleli czy też musieli wybrać się pieszo. Niektórzy biegli by zdążyć na autobus, który właśnie uciekał im z przystanku., a ja stałem tam i przez chwil poczułem się jak widz fascynującego filmu. Nadeszła moja kolej. Spojrzałem na tablice. Pieczywo takie, dodatki takie ewentualnie jakiś sos. Nie dzisiaj.
- Poproszę tylko colę.
Szybkim ruchem kasjerka nabiła na kasę i nalała picia do kubka. Podałem potrzebne pieniądze.
- Dziękuję. Zapraszam ponownie. Następny - krzyknęła pani przy ladzie
Chwyciłem pojemnik w dłoń i wycofałem się robiąc obrót w tył. Usłyszałem tylko krzyk. Cała cola znalazła się na koszulce dziewczyny, która stała za mną. Wrzask. Zacząłem się zastanawiać czy nie pękły mi od tego bębenki. Szybko jednak się otrząsnąłem patrząc na wkurzoną dziewczynę. Bełkotałem coś, lecz nie była za bardzo tym zainteresowana. Wybiegłem za nią na zewnątrz. Wycierała mokrą bluzkę. Była blondynką, jej długie włosy, lekko falowane opadały na ramiona. Policzki zaróżowione, nie wiedziałem czy od złości, czy od tego, że jest bardzo gorąco. Kiedy na mnie popatrzyła, zobaczyłem w jaj oczach błyskawice, które we mnie ciskała. Była zła. Nawet bardzo. Nie wiedziałem co zrobić. Nie chciałem tego, a jednak stało się. Przepraszałem, ale to w ogóle nie pomogło. Postanowiłem zacząć żartować, to mój tak zwany system awaryjny, kiedy nie wiem co powiedzieć . To był błąd. Rażenie wzmogło się o sto procent, ale nie poddałem się. Przecież nadal czułem się winny. Weszliśmy do sklepu z ubraniami. Zachowywałem się jak skończony idiota. Nie wiedziałem co robię. Nie chciałem jeszcze się z nią rozstawać. Było w niej coś magnetyzującego. Coś co nie dawało mi spokoju, a bardzo chciałem poznać. Niestety. Ona najwyraźniej nie podzielała tego co ja. Wolała jak najszybciej oddalić się ode mnie i zapomnieć raz na zawsze. Jedyne co mi pozostało to zapytać o jej imię. Pytanie to wypadło z moich ust w ostatnim momencie. O dziwo odpowiedziała. Katrine. Imię to brzmiało w moich uszach jak echo. Nie zapomnę, obiecałem sobie.
Wróciłem do domu, w pełni przytomny. Jakby mój mózg zrzucił jakąś nie widzialną blokadę. Cała brygada, jedynie bez Harrego siedziała w salonie na naszej wielkiej, wygodnej kanapie, obrzerając się chrupkami.
- Co na obiad? – krzyknąłem w progu
- Masło, chleb i ogórki – Odpowiedział mi Lou
- Bardzo śmieszne – powiedziałem, otwierając lodówkę i wyciągając z niej karton z mlekiem. Pociągnąłem łyk zimnego picia i aż się zakrztusiłem. Wyplułem zepsuty płyn do zlewu. – No wiecie co. Niczego w tym domu nie ma. Wszedłem do salonu, gdzie pojawił się już ostatni mieszkaniec. Dobrze, że jesteś jedziemy na zakupy.
- Teraz.
- Ychm…
Ociężale podniósł się z fotela, po drodze zahaczając jeszcze o miskę z przekąskami i wziął garść chipsów. W samochodzie opowiadał mi o jakiejś uroczej brunetce, a ja opowiedziałem jej o Katrine.
- I wiesz co jest najśmieszniejsze? Ona chyba w ogóle nie zorientowała się z kim rozmawiała. Była taka normalna i prawdziwa. Krzyczała za złości, a nie z wrażenia.
W sklepie niczym niezauważalne cienie przemknęliśmy pomiędzy półkami, chcąc szybko wrócić do domu, lecz nagle Harrego jakby wmurowało. Zauważył dziewczynę, z którą miał dzisiaj spięcie. Ja też o mało z butów nie wypadłem, kiedy popatrzyłem w stronę, którą mi pokazał. Obok niej stała blondynka. Ta blondynka. Styles myślał, że żartuję. Popchaliśmy wózek w ich stronę i ostrożnie nawiązaliśmy rozmowę. Spojrzałem w jej piękne niebieskie oczy. Wypełnione różnymi odcieniami granatu. Zacząłem jeszcze raz przepraszać, chciałem nawet dowiedzieć się o niej czegoś więcej, ale Caroline, jak się okazało jej przyjaciółka, oznajmiła, że muszą już iść. Po raz ostatni odwróciłem za nimi głowę, istnieją coraz większe szanse, że jeszcze kiedyś się zobaczymy.
 

 
  • awatar shopcorine: Witaj, Mam dla Ciebie ciekawą stronę Flog.pl. Można prowadzić fotobloga za darmo i bez limitów. Ja już mam tu konto, może też założysz? http://www.flog.pl/p/539457/ Pozdrawiam :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Wybaczcie nam opóźnienie ale nie zdążyłyśmy napisać całego rozdziału.. jutro napewno pojawi się on na blogu. Zapraszamy i jeszcze raz przepraszamy za utrudnienia! ~Tajemnicze. x
 

 
Siemanko ;p
Chcecie nowy rozdział ? :) ~El. x
 

 
Rozdział 3
*Oczami Caroline*
Dzień po dniu, może z małymi przygodami.. mijał pierwszy rok szkolny liceum.
23 czerwca. Dzień przed zakończeniem roku. Tak już zleciał cały rok szkolny.. Ale to może i lepiej bo już pojechałabym gdzieś na wakacje. Będzie mi ciężko rozstać się z Katrine choćby na 2 tygodnie.. Bardzo zbliżyłyśmy się do siebie. I wiecie co? Nie mogłam wymarzyć sobie lepszej przyjaciółki.
Może nie znamy się aż tak długo bo tylko 10 miesięcy.. ale znamy się na wylot.. wiemy o sobie wszystko i wspieramy się każdym momencie.
Nie będę wam teraz opowiadać jak mijał rok.. bo w sumie nic ciekawego się nie działo.. generalnie.. monotonia.. chociaż z Katrine bardzo starałyśmy się żeby nie było nam nudno.
To tak jak by zamknąć dwójkę nastolatków z ADHD w jednym pokoju i kazać siedzieć w miejscu.. gdzie każde z nich ma milion pomysłów na minutę i ogromną ochotę do ich zrealizowania. Nierealne, co ? I podobnie było w naszym przypadku.. milion pomysłów na minutę i zamknięty pokój. Tyle że ten pokój był cały dla nas.. i nikt nie pilnował nas żebyśmy siedziały na dupie. Motywujące, prawda?
No mniejsza o to. Tego dnia po lekcjach (w sumie ciężko to nazwać lekcjami bo siedzieliśmy tylko w klasie i gadaliśmy pomiędzy sobą..) postanowiłyśmy z Katrine wyjść na miasto.. na kawę, coś zjeść i uczcić koniec roku. Wyszykowałyśmy się, chwyciłyśmy torebki i pokierowałyśmy się w stronę wyjścia.
Na dole przy wejściu głównym musiałyśmy się wpisać w księgę. Te wpisy w moim przypadku wyglądały tak: Caroline Enderson 23 czerwca 2012. Godzina 5pm. Nr identyfikatora: 970309. No i oczywiście podpis ucznia.
Kiedy dotarłyśmy na Oxford Street od razu udałyśmy się w kierunku Subway’a. Stwierdziłyśmy że szybciej będzie kiedy ja skocze po naszą ulubioną kawe, a Katrine po jedzenie. Więc rozdzieliłyśmy się i chcąc jak najszybciej załatwić to co miałyśmy do załatwienia- udałyśmy się w swoje strony.
Zbliżałam się już do kolejnego przejścia dla pieszych kiedy dostałam sms’a. Szybko sięgnęłam ręką do torebki by wyjąć telefon. Spojrzałam na ekran. Kiedy doszłam do przejścia zatrzymałam się żeby się rozejrzeć czy nic nie jedzie.. No i nie jechało.. a nawet jeśli to samochód był bardzo daleko.. a światło dla pojazdów było czerwone.. więc wyszłam na pasy.. I znów zanurzyłam wzrok w komórce. Nagle usłyszałam głośny pisk opon.. Podniosłam głowę i spojrzałam w lewo po czym poczułam dość mocne stuknięcie. Na tyle mocne że upadłam.
Z samochodu wybiega młody chłopak z kręconymi włosami.
-„Boże, Przepraszam! Nic ci nie jest?! Jezu co ja zrobiłem!?” – rozległ się jego pół-wrzask.
Chłopak podbiegł do mnie i zaczął pomagać mi wstać. Na początku nie za bardzo wiedziałam co się dzieje. Ale po chwili zdałam sobie sprawę że chłopak który mnie potrącił to Harry Styles.. ten z One Direction.
-„Weź te ręce pajacu! Poradzę sobie, nic mi nie jest! Co ty sobie myślisz w ogóle ?” – niemalże wykrzyczałam to w jego kierunku.
-„Przepraszam! Naprawdę nie chciałem! Chce ci pomóc!”
-„Jak widzisz świetnie sobie radze sama. Dziękuje za twoją pomoc. Dobrze że chociaż przeprosiłeś” – Odpysknęłam.
-„Wsiądź do samochodu, zawiozę cię do szpitala.”
-„No chyba żartujesz? Nigdzie nie jadę, nie ma opcji!”
-„No chyba nie myślisz że tak bym cię tu zostawił?”
-„Szczerze to właśnie taką miałam nadzieje…”
-„Nie buntuj się proszę. Skoro nic ci nie jest to dlaczego tak boisz Się jechać do szpitala?”
-„Nie boję! Po prostu nie ma potrzeby tam jechać! Ugh. Możesz dać już mi spokój?”
-„No proszę, chyba nie chcesz mi powiedzieć że boisz się lekarzy?”
-„Yyyy nie?? Czy ty zawsze jesteś taki upierdliwy?!”
-„No to skoro się nie boisz to wsiądź proszę do samochodu. Chce mieć pewność że nic ci się nie stało..”
-„A ty znowu swoje. Wiesz że kiedy ktoś zadaje ci pytanie.. to się na nie odpowiada? ”
-„To jak, wsiądziesz?”
-„Nie chce jechać do żadnego szpitala, czy to do ciebie dociera?! Czy może sms’a ci wysłać” – odpowiedziałaś już totalnie zbulwersowana.
-„Jeśli sama nie wsiądziesz, to ja cie tam posadzę i zawiozę do tego szpitala, czy tego chcesz czy nie.. Więc chyba lepiej iść na ugodę, co?”
-„Nigdzie z tobą nie jadę! Który raz ci to już powtarzam?! Dzięki za troskę. Przepraszam, ale się spieszę.”
Odwróciłam się tyłem i ruszyłam dalej..
Nagle poczułam że ktoś łapie mnie w pasie i przerzuca przez ramie, kierując się do samochodu.
-„Zostaw mnie! Odbiło ci!? Puszczaj!” – Krzyczałam i do tego mocniej klepałam go w plecy.
-„Powiedziałem przecież że jeśli sama nie wsiądziesz to ja cię tam posadzę, prawda?”
-„Odpuść sobie te dobroduszność i zajmij się swoimi sprawami, co?”
Bez słowa posadził mnie na miejsce pasażera i kazał zapiąć się w pasy.
Zamknął drzwi , przeszedł na miejsce kierowcy i ruszył. Dłuższą chwile panowała całkowita cisza a ja siedziałam nadąsana wyglądając przez okno. W pewnym momencie przypomniałam sobie że miałam zaraz wrócić z kawą do Katrine. Więc szybko wyjęłam telefon z torebki i napisałam jej sms’a że bardzo ją przepraszam ale że spotkamy się w umówionym miejscu tyle że za 2 godziny i że oczywiście przyniosę nasze kawy.
Po chwili w samochodzie rozległ się dość głośny dźwięk przychodzącej wiadomości.
Harry spojrzał w moim kierunku.
-„Chłopak?” – zapytał z zadziornym i zaciekawionym uśmieszkiem.
-„Nie twój interes.”
I dalej zanurzyłam wzrok w ekranie telefonu. Katrine napisała:
„Ok! Widzimy się za 2 godziny.. Mam do załatwienia pewną sprawę ale wszystko opowiem Ci jak się spotkamy. Kocham cię mała. xxx”
W tym momencie wtrącił się Harry.
-„Tak tylko pytam. Dlaczego jesteś do mnie tak wrogo nastawiona, hę?”
-„Wcale nie jestem!”- odpowiedziałam.
-„Owszem, jesteś.”
-„Nie. A w ogóle dlaczego niby tak myślisz? - odpowiedziałam z lekko naburmuszoną miną.
-„Cały czas mi odpyskujesz. Siedzisz zbuntowana jakbyś siedziała tu za kare..”
-„To nie prawda. A odpyskuje bo jestem zdenerwowana całą tą sytuacją.. dziwisz mi się?”
-„Nie no w sumie nie dziwie. A tak w ogóle to Harry jestem.” – wyciągnął swoją prawą dłoń w moją stronę.
-„Caroline.” – odpowiedziałam już z mniej wrogim nastawieniem ale wciąż ostrożnym.
-„Miło Cię poznać Caroline, szkoda tylko że w takich okolicznościach.. nie sądzisz?”
-„Tak, jeżeli już miałabym wybierać to też wybrałabym inne okoliczności. Daleko jeszcze?”
-„Nie, dość blisko. Naprawdę przepraszam cię za tą całą sytuacje..”
-„Nic nie szkodzi.. Nic mi nie jest.”
-„To się zaraz okaże. Ale miejmy nadzieje że masz racje.”
Zaczęłam pisać odpowiedź zwrotną do Katrine kiedy torebka upadła mi na ziemię i wysypało się z niej parę rzeczy. Nachyliłam się i je pozbierałam.
„Tak”- pomyślałam kiedy zgasł silnik samochodu.
-„Jesteśmy” – powiedział i spojrzał się w moim kierunku.
Wysiedliśmy z samochodu i poszliśmy na ostry dyżur. Musiałam tam podać swoje dane, dać dokumenty i w ogóle.. kiedy załatwiłam formalności, recepcjonistka skierowała mnie do poczekali znajdującej się obok gabinetu w którym miano mnie przyjąć.
Siedząc w poczekalni zaczęłam przeglądać pisma które leżały na stoliku. W jednym z czasopism był cały artykuł o One Direction.. więc szybko przerzuciłam na kolejną stronę (bo przecież nie będę czytać takiego artykułu kiedy nade mną kręci jeden z członków tego zespołu!). Harry chodził w kółko… w tą i z powrotem. Dosłownie jakby czekał aż lekarz otworzy drzwi i powie „Panie Styles, ma pan córeczkę.”
-„Czy możesz usiąść?”- zapytałam grzecznie.
-„Dlaczego? Zawsze kiedy się denerwuje chodzę w kółko..”
-„Skoro to ci pomaga to sobie chodź.. tylko czym ty się niby tak denerwujesz?”
-„No jak to czym? Twoim zdrowiem!”
-„Dziękuje Ci, ale naprawdę nic mi nie jest!”
-„To stwierdzi lekarz.. ”
Harry zaczął mi się przyglądać.. Podniosłam na niego wzrok ze znakiem zapytania w oczach..
-„Jesteś śliczna, wiesz? Uparta, ale śniczna..”
Zaczerwieniłam się jak chyba jeszcze nigdy.
W tym momencie na korytarzu było słuchać dość głośno wypowiedziane zdanie:
„Boże mamo patrz! Przecież to Harry Styles!” i rozległ się pisk.
Chwile potem dziewczyna stała już przy Harrym i prosiła o autograf i zdjęcie.
Drzwi od gabinetu otworzyły się a w nich stanął doktor.
-„Pani Caroline Enderson, zapraszam do gabinetu”
-„Ja tu na Ciebie poczekam” – powiedział Harry.
-„OK.”- odpowiedziałam i weszłam do gabinetu.
Lekarz dokładnie mnie zbadał, porobił badania i stwierdził że nic mi nie jest tylko że mogę się źle czuć przez parę dni i może boleć mnie głowa.
Po wyjściu z gabinetu chłopak dokładnie wypytał mnie co powiedział lekarz. Więc mu opowiedziałam co i jak. I odwiózł mnie w pod samą kawiarnie w której miałam kupić kawę.
-„Dziękuje za pomoc. I za poświęcenie czasu. Iii następnym razem patrz czy ktoś nie wchodzi na pasy.” – zaśmiałam się.
-„Nie ma za co. Dasz sobie dalej rade? Naprawdę miło było Cie poznać.. mam nadzieje że się jeszcze kiedyś spotkamy tyle że milszych okolicznościach..”
-„Może.. W każdym bądź razie jeszcze raz dziękuje. Jasne że dam radę. Cześć”
-„Do zobaczenia!” – Uśmiechnął się.

Poszłam po kawę i spotkałam się z Katrine..
Po drodze do internatu Katrine wszystko mi opowiedziała co się działo, następnie ja opowiedziałam jej moją przygodę. W pokoju Katrine się przebrała i ponownie wyszłyśmy na miasto tym razem do spożywczaka po coś na kolacje.
Zatrzymałyśmy się przy regale z jogurtami i spostrzegłam chłopaka który mnie dziś potrącił.
-„Katrine! Tam stoi ten chłopak który mnie potrącił!” – Trąciłam ją łokciem i wyszeptałam jej to do ucha.
-„Gdzie…? Żartujesz?! To jest przecież ten który oblał mnie colą!”
„Ten drugi to chyba też z One Direction..”- pomyślałam.
-„O matko!” – szybko odwróciłyśmy twarze z powrotem w jogurty.

Usłyszałam szepty za swoimi plecami..
-„Zayn.. patrz, widzisz te dwie dziewczyny stojące przy jogurtach ?”
-„Tak, co z nimi?”
-„Ta brunetka to ta dziewczyna którą potrąciłem..”
-„Serio? Czekaj przyjrzę się im..”
-„Coś w niej takiego jest co mnie do niej ciągnie..”
-„Ej.. ta blondynka to ta którą oblałem piciem.. yyyyy co mówiłeś?!”
-„Nie, nie nic.. Na serio? Podejdźmy tam!”

-„Katrine!”
-„Co, co, co się dzieje?”
-„Idą tu! Ty weź coś zrób !”
-„Ale co ja niby mam zrobić?!”
-„Dobra udajemy że ich nie widzimy i wybieramy jogurty. ”
Po chwili rozlega się głos..
-„Haha, no proszę .. jednak się jeszcze spotkaliśmy.. ” – zaśmiał się Harry.
-„O! Co ty tu robisz? Haha no właśnie, szczerze mówiąc szybciej niż się tego spodziewałam..”- Udawałam że wcześniej ich nie zauważyłam.. bo w tym momencie wydawało mi się że najlepszym wyjściem będzie rżnąć głupa.
-„Może to przeznaczenie?”- ciągnął ..
-„Może..” – kolejny raz odpowiedziałam właściwie nie wiadomo co.
*W tym samym czasie..*
-„Widzę że już się przebrałaś uparciuchu..” – powiedział Zayn.
-„Tak. Ale następnym razem mógłbyś bardziej uważać.”
-„No przecież cie przeprosiłem ..”
-„Czy ja coś mówię ?”
-„Przepraszam, ale się spieszymy.. musimy już iść. Miło było was poznać.. Na razie” – Powiedziałam, uśmiechnęłam się i wzięłam Katrine pod rękę i poprowadziłam w stronę kas.
Po powrocie do internatu oczywiście szybko się wykąpałyśmy i położyłyśmy do łóżek nawet nie włączając TV. Szybko napisałam jeszcze sms’a „na dobranoc” do rodziców i poszłam spać bo jutro zakończenie jest o 10.



*Oczami Katrine*
No tak, to było jakiś rok temu… nie dokładnie dziesięć miesięcy. Najwspanialsza przyjaciółka jaką można by było sobie wymarzyć i chociaż nie jest to może długi czas, ale podobno przyjaźnie na całe życie są zawsze z liceum. Nigdy nie przepuszczałam, że będę miała osobę inną niż moja siostra, która wiedziała by wszystko o mnie i ja o niej, bo chociaż zawsze staram się być szczęśliwą wariatką i utrzymywać dobre stosunki, to zawsze coś było nie tak. Myślałam, że nigdy nie odnajdę swojej przyjaciółki, tak jak cały czas myślę, że nie odnajdę drugiej połówki jabłka. Taka prawda. Bycie osobą neutralną, ma swoje wady i zalety. Wszyscy cię lubią, ale nie tak, żeby się z tobą przyjaźnić, wszystkim się podobasz, ale nie tak, że chcieli by z tobą być. Proste, ale gdy coś idzie nie tak to sobie wymarzyliśmy może być bardzo bolesne. No ale cóż moim mottem zawsze było to, że musi być źle, aby później było lepiej.
Ostatniego dnia szkoły wybrałyśmy się na miasto. Było wręcz upalnie. Żar lał się z nieba, a bluzka którą miałam na sobie po prostu się do mnie przykleiła. Długa kolejka posuwała się wręcz mozolnie. Spojrzałam na zegarek w wyświetlaczu komórki dziesięć po piątej. Wszystko jeszcze bardziej mi się dłużyło, przez nagłą potrzebę skorzystania z łazienki. Niestety nie mogłam nic z robić, bo z tyłu za mną pojawiało się co chwilę co raz więcej nowych osób. Pozostało mi tylko czekać. Skrzyżowałam moje lepkie od potu nogi, spojrzałam w dół na brudno białe kafelki podłogi w subway’u. W uszach cały czas miałam melodie piosenki, której wcale nie chciałam nucić. Przecież nawet jej nie lubiłam, a tym czasem to właśnie ona była przywoływana co rusz przez mój mózg. Swoją drogą mózg jest dziwnym organem, tak jak wszystko w około nas gdyby się głębiej nad tym zastanowić. Z sekundy na sekundy moje myśli kotłowały się na co raz to inny temat. Spojrzałam w górę, jeszcze dwie osoby, to tylko dwie osoby, dasz radę mała. Mój brzuch bolał mnie okropnie, ale nie wiedziałam czy od tego, że jestem tak strasznie głodna czy od tego, że potrzebowałam przyspieszonego ekspresu, który jechał by w kierunku wc. Kolejka posunęła się. Została jedna osoba przede mną, a moje ślinianki zaczęły szybciej pracować, kiedy tylko poczuły zapach świeżo upieczonego pieczywa. Z pośród szmeru wyrazów i słów, które latały w około mnie niczym bumerangi odbijające się od ściany, dało się wychwycić: „Dziękuję. Zapraszamy ponownie. Następny proszę.” Podniosłam ociężałą nogę do przodu, a spuszczoną głowę do góry. Zrobiłam krok do przodu i był to najgorszy krok w moim życiu. Osoba która stała przede mną jakoś nie pomyślała, aby dać krok w bok, jak robili to inni klienci, lecz okręcił się na pięcie chcąc wycofać się do tyłu. Szkoda tylko, że nie pomyślał, że z tyłu mógł ktoś stać, a tą osobą byłam ja. Wszystko się na mnie uwzięło. Jak pech, to pech. Spojrzałam na postać przede mną, a raczej na kubek, który trzymała w ręku. Jak w zwolnionym tępię patrzyłam jak napój kołysze się najpierw w jedną stronę, w drugą stronę, aż w końcu wylewa się poza wnętrze papierowego pojemnika i leci jak fala nad morzem wprost na moją białą koszulkę.
-Nie!- wrzasnęłam. Co nie miało najmniejszego sensu, bo po pierwsze już było po wszystkim, a po drugie i tak nie zdążyłabym odskoczyć w bok. – Co za skończony idiota. – Wyrwało się z moich ust. Miałam wrażenie, że cała restauracja patrzy się wprost na mnie. Zaczęłam pospiesznie opuszczać lokal, przy okazji szukając w torebce paczki chusteczek.
Koleś, który był sprawcą całej sytuacji stał jak wmurowany. Nawet na niego nie spojrzałam. Wyszłam przed budynek i przyjrzałam się krytycznie swojej koszulce. Wyglądała masakrycznie.
- No i co ja teraz zrobię? – Zapytałam samą siebie
- Słuchaj, przepraszam – Poczułam jak ktoś kładzie mi rękę na ramieniu – Ja…
Strzepnęłam jego rękę, a następnie oznajmiłam mu dobitnie.
- Nie. To ty posłuchaj. Nie obchodzi mnie co ty. Jak na pewno zauważyłeś wylałeś coś na moją koszulkę. Nie jest to przyjemne uczucie, więc pozwolisz, że teraz się oddalę, bo muszę jak najszybciej złapać autobus powrotny.
-Poczekaj, choć kupię Ci nową bluzkę.
- Nie chcę twojej bluzki.
- Haha nie powiedziałem, że moją tylko, że nową, ale skoro bardzo nalegasz tonie ma sprawy.
Jednym ruchem ręki ściągnął koszulkę przez głowę i podał mi ją na wyciągniętej dłoni. Jego umięśniony tors nie pozostawiał nic do żeczenia. Spłonęłam rumieńcem. Jak on mógł zrobić coś takiego na środku ulicy? Spuściłam głowę i słabym głosem wydukałam:
- Nie wygłupiaj się, załóż natychmiast tą koszulkę.
- Tylko jeśli zgodzisz się ze mą pójść do tego sklepu inaczej wcisnę ją na ciebie siłą.
Spojrzałam na niego pytającym wzrokiem.
- To ma być żart? No jakoś Ci nie wyszedł.
- No nie żartowałem. Panie przodem. – powiedział tylko i popchnął mnie leciutko w stronę najbliższej galerii.
Weszliśmy do budynku. Przyjemny chłód przemknął po moich plecach. Stanęłam koło wejścia. Ludzie dziwnie się na nas patrzyli. „no nie” pomyślałam, „wszyscy pomyślą, że jestem brudasem.” Spojrzałam na mojego towarzysza. W szerokim uśmiechu pokazywał wszystkim swoje proste, białe ząbki.
- I dlaczego się tak szczerzysz? – zapytałam bez ogródek
- Pokazuje jaki jestem szczęśliwy, że mogę być tu z taką piękną dziewczyną.
- Naprawdę, a gdzie ona jest, bo jakoś nie miałam przyjemności jej zobaczyć? – dodałam ironicznie, rozglądając się dookoła.
Spojrzał na mnie. Jego brązowe oczy błyszczały.
- Wybierzesz coś? – zapytał, jakby nie słysząc mojego pytania. W tym momencie dostałam sms’a od Caroline. Będzie za dwie godziny. To dobrze mam jeszcze trochę czasu. Kiedy jej odpisywałam, zerknęłam na mojego bezimiennego towarzysza. Podszedł do stojaka z damskimi koszulkami i zaczął je do siebie przymierzać. Różowa, zielona, pomarańczowa. Patrzyłam na to wszystko z politowaniem. Zrobiłam parę kroków w jego stronę i powiedziałam głośno:
- Tak, masz rację. Ta jest wyjątkowo twarzowa. – Tym razem przyłożył ją do mnie, a ja skrzywiłam się z niesmakiem.
- Nie podoba Ci się? To może to.- Powiesił sobie na palcach półcienką koszulkę koloru rażącego w oczy oranżu.
- Oh tak, ta jest idealna. – rzuciłam kąśliwie i spojrzałam na niego wyzywająco – Co może mam zrobić, tak jak ty na ulicy? Zdjąć koszulkę jedną ręką, a założyć drugą? – powiedziałam jeszcze bardziej zbulwersowana.
- Skoro nalegasz. – Rzuciłam mu w twarz markową bluzeczką.
- Bufon – powiedziałam krótko i skierowałam się do wyjścia.
- A jak ty się ludziom w tym pokarzesz? – zapytał pamiętając moje wcześniejsze dylematy.
- No jakoś już przestało mi to przeszkadzać.
Wychodząc ze sklepu usłyszałam:
- Dowidzenia. – spojrzałam w bok skąd usłyszałam pożegnanie i zobaczyłam ochroniarza z małym wąsikiem. – Zawsze kiedy słyszę słowa wypowiadane od osoby, której nie znam, nie zwracam na nie uwagi myśląc, że nie są one skierowane do mnie, lecz w ostatniej chwili zawsze się orientuję i też ich pozdrawiam. Tak było i tym razem.
- Dowidzenia. – odrzekłam swoim zwykłym miłym tonem mimo, iż w środku mnie aż buzowało.
- No to który teraz sklep?
- Yyy żaden?
- No a spieszysz się gdzieś?
Spojrzałam na zegarek wskazywał dziewiętnastą.
- Właściwie tak. Wiesz umówiłam się z kimś, więc dzięki za dobre chęci i w ogóle, ale ja już muszę lecieć. Pa.
- Zaczekaj, może cię odprowadzę.
- Naprawdę nie ma takiej potrzeby. – Uśmiechnęłam się wymuszenie. Proszę Cię człowieku, skąd ty się urwałeś? Zostaw mnie w świętym spokoju. Odwróciłam się i szybszym krokiem zmierzałam do przejścia. Było czerwone. Chłopak zdążył do mnie podbiec.
- Nawet nie zapytałem Cię o imię. – w tym czasie światło zmieniło się na zielone. Tłum ruszył. Odwróciłam głowę.
- Katrine – krzyknęłam
- Katrine. – Powtórzył ciszej – Do zobaczenia, mam nadzieje.
Poszłam w umówione miejsce. Caroline już tam była. Trzymała w ręku naszą kawę.
- No co tam słońce. – zapytałam, dając jej buziaka w policzek.
- Hej, chodź wszystko Ci opowiem, ale widzę, że ty też masz mi dużo do powiedzenia. – Spojrzała wymownie na moją koszulkę, podając mi kawę.
- Oj tak – powiedziałam i ruszyłyśmy do szkolnego domu.
Kiedy wpadłam tylko do pokoju, od razu pobiegłam w stronę łazienki. To cud, że wytrzymałam tak długo. Wchodząc ściągnęłam jednocześnie brudne ubranie i chwyciłam w rękę ciastka, które leżały na stole. Niestety nie miałyśmy niczego innego.
- Idziemy do sklepu. – oznajmiłam nagle.
- Ok. teraz?
- Natychmiast! – chwyciłam w rękę torbę i udałyśmy się do pobliskiego supermarketu.
Wyciągnęłyśmy wózek i wjechałyśmy nim do środka. Ładowałyśmy do niego wszystko co wpadło nam w ręce. Nie mogłam doczekać się, kiedy wrócimy do domu i upichcimy jakiś ciepły obiadzik. Podjechałyśmy do chłodni. Wszystkie kolorowe kubeczki jogurtów i serków, aż zachęcały do kupna. Nigdy nie mogłyśmy się zdecydować. Wszystko wyglądało bardzo apetycznie, szczególnie owoce na wieczkach pojemników, które swoim wyglądem naprawdę wyglądały jak prawdziwe. Nagle Caroline zaczęła mnie dźgać w bok.
- Ała – zaczęłam marudzić. Wyglądała jakby kompletnie osłupiała. Zaczęła coś bredzić o tym, że to ten chłopak który ją potrącić. No i bardzo dobrze, pomyślałam. Omamił ją i myślał, że nie będzie żadnych konsekwencji, bo jest jakąś gwiazdką. Już ja mu przyłożę. Odwróciłam się i… o nie… to nie jest możliwe… jak ja mogłam wcześniej tego nie zauważyć. Znowu wszystko wróciło. Chyba nie zauważyli, że się na nich gapiłyśmy, więc szybko odwróciłyśmy się w stronę półek. Może, że się gapiłyśmy nie zauważyli , ale na pewno zauważyli nas. Podeszli do nas i ten jeden, który szczerze mówiąc nie miałam pojęcia jak się nazywa zaczął coś nawijać. Spojrzałam na drugiego, jeszcze bardziej nie mając zielonego pojęcia o jego imieniu. Rozpoczął następną denną gadkę. Wcisnęłam sztuczny uśmiech, na szczęście Caroline szybko oznajmiła im, że musimy już lecieć, więc z całą siłą popchałam kosz w stronę kas. Wyładowałyśmy rzeczy na ladę i zapakowałyśmy do toreb. W drodze powrotnej dźwigałyśmy ciężkie siaty i każda z nas marzyła tylko o tym, a by jak najszybciej znaleźć się na miejscu.
- Czemu nie powiedziałaś mi, że to ten z zespołu?
- Bo nie wiedziałam. Szczerze mówiąc nawet teraz nie jestem tego w stu procentach pewna.
- To był on.
- No to nie źle się wpakowałyśmy.
 

 
Wybaczcie za takie opóźnienie :)
Oto rozdział 2. Mamy nadzieje że wam się spodoba.
Czekamy na wasze opinie. Można wyrażać je w komentarzach jak i zarówno wysyłać na naszego maila: mojswiat@vip.onet.pl

A oto nasze dzieło:

Rozdział 2.
*Oczami Caroline*
Siedziałam w samochodzie wyglądając przez okno i nie mogłam uwierzyć w to że to wszystko dzieje się naprawdę. Coś niesamowitego ! Mijałam mnóstwo ludzi na ulicach, niektórzy nawet spojrzeli w moją stronę ale raczej z obojętnym nastawieniem.. ale mimo tego ja wciąż patrzyłam na nich z wielką satysfakcją i podziwem. George raczej siedział cicho, co jakiś czas spoglądając w moim kierunku. W końcu George przerwał cisze.
-„Dlaczego akurat Londyn?” – zapytał dość nieśmiało..
-„Hah..” – zaśmiałam się.. -„Dlaczego? Otóż moim marzeniem było zamieszkanie w Anglii ale, kiedy dowiedziałam się o tej szkole zrozumiałam że to coś dla mnie.. że chce spełnić swoje marzenia, a ta szkoła prawdopodobnie nimi jest..”
-„To bardzo interesujące..” – stwierdził..
Chcąc przedłużyć rozmowę zapytałam go:
-„Ty też się tam uczysz?”
-„Nie, ale jestem przewodniczącym samorządu.. tak jakby.. opiekunem” – odparł.
-„Aha, aa daleko jeszcze?” – zapytałam
-„Nie, już dojeżdżamy.. Widzę że już nie możesz się doczekać,hmm?”
-„Tak..”
W sumie cała droga z lotniska do szkoły zajęła nam pół godziny.
Kiedy dotarliśmy na miejsce nie mogłam nadziwić się własnym oczom. Przede mną stał powalająco piękny, dość nowoczesny, potężny budynek. Było w nim mnóstwo okien. A ja stałam jak wmurowana i wpatrywałam się w to miejsce jak w obrazek. Coś niesamowitego.. Naprawdę.
Dłuższą chwile stałam i nie mogłam wydusić z siebie żadnego słowa.
W pewnym momencie George stanął obok mnie..
-„Robi wrażenie, co?”
-„Ja nie wierzę, ja po prostu nie wierzę
że to się dzieje naprawdę!”
-„To uwierz.. Tu rozpoczynasz nowy rozdział w życiu.. wykorzystaj to” – uśmiechnął Się.
W końcu z budynku wyszła kobieta, dość młoda bo na pewno przed 40stką. Była bardzo elegancko ubrana. Podeszła do mnie i z uśmiechem na twarzy zapytała:
-„Czyż to nasza wspaniała Caroline? Mam nadzieję że George był dobrym kierowcą ?”
Pokiwałam głową na tak.
-„Nazywam się Michelle Royal. Jestem dyrektorem tej szkoły. I osobiście chciałam przywitać tak wspaniałą uczennicę. Miło mi cię poznać. Bardzo się cieszę że do nas dołączasz!” – mówiła to z takim entuzjazmem, z jakim rzadko można było się spotkać w dzisiejszych czasach.
- „Dziękuję bardzo. Nazywam się Caroline Enderson (Nazwisko miałam po tacie.. którego ojciec, czyli mój dziadek był Brytyjczykiem.) ”
-„Ależ wiem jak się nazywasz! Długo Cię oczekiwaliśmy moja droga.. Chodź pokażę ci twój pokój..a George zajmie się twoimi bagażami.”
-„Oczywiście, z wielką przyjemnością” – odpowiedział George.
Pani Royal pokierowała mnie w stronę budynku. Kiedy weszłyśmy nie byłam już w stanie się ogarnąć.
Bardzo ładnie urządzone korytarze.. bardzo przytulne.. aż chciało się tam być. Szłyśmy długim korytarzem.. po bokach stały gabloty z nagrodami, pucharami i dyplomami za osiągnięcia chyba w każdej dziedzinie jaką można było by sobie wymyślić. Naprawdę robiły duże wrażenie. Mniej więcej w połowie korytarza były nie duże schody. Weszłyśmy na pół piętro gdzie były 4 windy. Pani Royal wcisnęła przycisk i kazała zaczekać na jedną z wind. Nie potrwało to długo. Drzwi windy otworzyły się.
Weszłyśmy do niej po czym kobieta wcisnęła przycisk z numerem 3, co mogło oznaczać tylko jedno.
Że będę mieszkać na 3 piętrze. To nie jest zbyt dobra nowina, gdyż mam dość duży lęk wysokości.. No ale mniejsza o to. Przecież nikt nie będzie mi kazał podchodzić do okna czy wyglądać przez nie, prawda?
Drzwi windy otworzyły się i ujrzałam tak samo zadbany korytarz jak na parterze, tyle że nie było na nim gablot z nagrodami. Przede mną i za mną ciągnący się długi korytarz. Wychodząc z windy poszłyśmy w lewo.. dalej wciąż prosto.. aż do momentu kiedy doszłyśmy do „skrzyżowania”.
Oczywiście wzdłuż całego korytarza rozmieszczone były pokoje..
Na tym „skrzyżowaniu” p. Michelle kolejny raz poprowadziła mnie w lewo.
„Boże przecież ja się tu zgubię ! ” pomyślałam, no ale pani M. dalej prowadziła..
„Biedny George.. będzie musiał dźwigać całą tonę moich walizek aż taki kawał” kolejna myśl wtargnęła mi się do głowy.
„O proszę! Kolejne skrzyżowanie! No nie! ludzie zabijcie mnie proszę, ja już nie wiem gdzie jestem! Daleko jeszcze?!” wykrzyczałam markotnie w myślach.
Tym razem skręciłyśmy w prawo.. zatrzymałyśmy się mniej więcej po środku tego korytarza gdzie po lewej stronie p. Royal wskazała mi pokój z numerem 326. Chwyciła za klamkę uprzednio pukając i otworzyła drzwi.
Wskazała mi dłonią na otwarty pokój tak jak by chciała zaprosić mnie do środka. Więc weszłam do środka kierując podziękowania do dyrektorki która przepuściła mnie w drzwiach. W środku była już jakaś dziewczyna. Pokój był 2-osobowy.. wnioskując po 2 łóżkach. Był bardzo duży jak na „szkolny”. Bardzo czysto i schludnie wszystko ogarnięte.
-„Katrine, oto twoja współlokatorka. Mam nadzieję że się polubicie!”- Powiedziała dyrektorka.
- „Cześć jestem Katrine , a ty?”
-„Caroline, miło cie poznać” – odpowiedziałam.
-„Mnie też!” – uśmiechnęła się szeroko.
W pokoju stały już walizki Katrine.. łóżko żadne jeszcze nie było zajęte.
-„No dziewczyny, zapoznajcie się i rozgośćcie.. po prostu czujcie się jak u siebie w domu.
Caroline, George zaraz doniesie twoje bagaże. O godzinie 6pm będzie krótki apel w Sali gimnastycznej która znajduje się na parterze. Od wind schodzicie po schodkach i skręcacie w lewo..kawałek dalej po prawej znajduje się sala. Mam nadzieje że traficie. Tam właśnie poznacie swoich wychowawców. Do zobaczenia!”
-„Dziękujemy, do widzenia pani Royal.”- odparłyśmy.
-„Too jesteś z Anglii?” – zapytała Katrine.
-„Nie, jestem Polką.. ale zakładam że ty jesteś stąd..?”
-„Tak, jestem z Liverpool’u. Naprawdę jesteś Polką? Wow. Jak na Polkę twój angielski jest perfekcyjny!”
-„Naprawdę tak sądzisz? Dziękuję! Ile masz lat?”
-„16, a ty? Teraz idę do 1 liceum..”
-„Ja też ! Uff jak to dobrze! Może przynajmniej trafimy razem do klasy !”
-„Noo, było by świetnie! ”
W pokoju, jak już mówiłam stały dwa łóżka. Jedno stało bliżej okna a dalej od drzwi.. a drugie odwrotnie..
Podeszłam do łóżka bliżej okna i zapytałam:
-„Mogę wziąć to łóżko?”
-„Jasne! Ja od początku chciałam to przy ścianie.”
I tak oto głupia ja wybrałam sobie łóżko przy oknie.. Oczywiście nie dosłownie przy oknie.
Okno było w tej ścianie.. ale raczej bliżej szaf które stały na drugim końcu pokoju. Pomiędzy tymi szafami była komoda. Średniej wielkości.. A na niej stał telewizor i DVD.
Przy każdym łóżku stała szafka nocna.. a na niej lampka..
Szafka miała 3 szuflady. Zaraz za moim łóżkiem.. bliżej szaf.. były drzwi do łazienki.
Kiedy weszłam do niej myślałam że zdechnę. W środku znajdowały się 2 umywalki, wielkie lustro, klozet i piękna duża wanna. A to wszystko było urządzone w tak nowoczesnym stylu.
Chyba nie trudno sobie wyobrazić jak się poczułam – jak w 5 gwiazdkowym hotelu!
W tym samym momencie ktoś zapukał do drzwi. Podeszłam do nich i otworzyłam je. Stał w nich uśmiechnięty (chyba jak zawsze) George z moim bagażami. Wstawił je do środka.
-„Dziękuję Ci George!”
-„Ależ nie ma za co Caroline, już Ci mówiłem że to czysta przyjemność. Do zobaczenia na apelu!”
-„Do zobaczenia! Jeszcze raz dziękuje !”
-„Naprawdę nie masz za co!”- odpowiedział i kolejny raz się uśmiechnął.
„Niesamowite, ludzie tutaj są tacy mili, bezinteresowni.. to wspaniałe!”- pomyślałam.
Po chwili usłyszałam wrzask który wydała z siebie Katrine.
-„Co się stało?” – zapytałam.
-„To ty go znasz? I jesteście sobie „Na Ty”?”
-„Takk, przywiózł mnie do tej szkoły z lotniska.. po drodze trochę pogadaliśmy i wgl. Aaa to źle?”
-„Żartujesz sobie?! To podobno najprzystojniejszy i najpopularniejszy człowiek w tej szkole!”
-„Naprawdę?”
-„Tak! I w dodatku wpadłaś mu w oko!”
-„Co ty gadasz.. To nie prawda.. Po prostu jest bardzo miły i chciał mi pomóc..”
-„Wmawiaj sobie..”- odpowiedziała pewna siebie i tego co mówi.
Przystąpiłam do rozpakowywania walizek.
Kiedy skończyłam, okazało się że w mojej szafie jest jeszcze sporo miejsca. Dobrze się składało bo rodzice mieli mi jeszcze dosłać jedną dużą walizkę.. gdyż nie dałabym rady przytargać trzech niemalże większych ode mnie walizek! Jestem silna, ale bez przesady.
Kiedy obie się już rozpakowałyśmy , usiadłyśmy na swoich łóżkach i zaczęłyśmy gadać.
Chciałyśmy się lepiej poznać. Na pierwszy rzut oka Katrine wydawała się naprawdę spoko.
Po dłuższej rozmowie na szczęście tylko utwierdziłam się w tym przekonaniu. Dogadujemy się naprawdę dobrze. Chyba lepiej trafić nie mogłam.
Kiedy wielkimi krokami zbliżała się godzina 6. Wstałyśmy i poszłyśmy na apel.
Dzięki Bogu, udało nam się trafić na czas – Dzięki Bogu, bo bałyśmy się że zgubimy się w tych korytarzach.. ale udało nam się tego uniknąć.
Kiedy już wszyscy zebrali się na Sali, Dyrektorka zaczęła przemowę.
„Witajcie kochani. Z niektórymi nie miałam niestety przyjemności przywitać się osobiście, więc witam was teraz. Dla tych którzy jeszcze nie wiedzą.. Nazywam się Michelle Royal i jestem dyrektorem tej szkoły. Liczę na to że ten rok szkolny przyniesie wam dużo nowych osiągnięć.. a teraz oddaje głos po kolei wychowawcom: Klasy 1a, 1b, 1c, 1d, 2a,2b,2c,2d,3a,3b,3c oraz 3d którzy na głos wyczytają Imiona i Nazwiska swoich wychowanków. Po usłyszeniu swojego nazwiska proszę po cichu wstać i podejść do nauczyciela, który potem omówi z wami zasady panujące w tej szkole. Miłego dnia.” Pierwsza czytała wych. 1a..
Nie, to nie moja klasa ale i też nie Katrine.. Nasza nadzieja na bycie razem w klasie rosła.
Następnie czytała wych. 1b.. I co się okazało to też nie była nasza klasa.
Tym razem na środek wyszedł wychowawca. Bardzo młody, z pogodną twarzą. Wyczytał kilka nazwisk i w końcu usłyszałam „Caroline Enderson”. Ucieszyłam się bo ten wychowawca wydawał się na w miarę normalnego człowieka, ale martwił mnie tylko fakt czy Katrine będzie ze mną w klasie.
Wyczytał kolejne 3 nazwiska aż w końcu wyczytał Katrine. Ucieszyłam się jak dziecko!
Katrine podbiegła do mnie i z radości rzuciła mi się na szyje. Szczerze mówiąc pomyślałam że się zaprzyjaźnimy. Przynajmniej taką miałam nadzieje. Kiedy wychowawca wyczytał wszystkie imiona swojej (naszej )klasy, przekazał mikrofon kolejnej wychowawczyni i zabrał nas do Sali numer. 12 która znajdowała się na parterze w korytarzu, większy kawałek za salą gimnastyczną. Na początek nam się przedstawił.. „Witajcie, nazywam się Jake Collins i będę waszym wychowawcą do końca liceum. Jesteście klasą 1c. A ja jestem nauczycielem biologii.”
A potem zaczął z nami omawiać zasady.. W sumie nic wielkiego i zadziwiającego to w tych zasadach nie było.
Np. że nie można żuć gumy podczas zajęć, że podczas lekcji wymagana jest biała koszula a reszta stroju jest dowolna, że cisza nocna obowiązuje od 11pm-6am rano (to chyba była jedyna rzecz która mnie zaskoczyła) oraz że o 11pm najpóźniej musimy wracać do internatu i nie można nam z wychodzić z pokoi do godziny 6am. Wliczone w to także są ewentualne odwiedziny. Powiedział że bardzo by prosił żeby każdy, bez wyjątku kiedy wychodzi- wpisywał się na listę która znajduje się przy wejściu głównym. Trzeba tam będzie pisać imię i nazwisko, datę i godzinę wyjścia oraz przyjścia.. klasę i nr identyfikatora (które każdy z nas dostanie jutro podczas pierwszej lekcji) a wszystko dlatego żeby mieli kontrole kto kiedy wychodzi i wraca. Zajęcia w tej szkole zaczynają się na 9.30, jedna lekcja ma 45 minut a przerwy trwają 15 min. Po 4 lekcjach jest przerwa na lunch która trwa godzinę.
Śniadanie mamy tu o 8.30, obiad o 16 a kolacje o godzinie 19.30.
Gdzie kolacja nie jest obowiązkowa.. ponieważ jest zezwolone wyjście poza teren internatu.
A właśnie! Mamy tu ogromny teren poza budynkiem! Jest tu mnóstwo boisk, jest hala basenowa itp.
Po całym tym apelu wszyscy rozeszli się do swoich pokoi. Ja osobiście najpierw wzięłam kąpiel.. umyłam się.. a potem położyłam się do łóżka. Przed snem napisałam jeszcze sms’a do rodziców co i jak. I życzyłam im dobrej nocy. Chwile po tym zasnęłam.. po dniu pełnym wrażeń




*Oczami Katrine*
Kap, kap- kap, kap, małe krople porannego deszczu spadały monotonnie na przednią szybę auta mamy. Przy szybkiej jeździe drzewa na poboczu wyglądały jak rozmazane. W radio skończyła się piosenka, a zaczęły reklamy przed kolejną listą dziesięciu hitów. Spojrzałam na mamę. Patrzyła uważnie na drogę, skupiona na tym, aby nie spowodować żadnego wypadku. Również zerknęła na mnie i uśmiechnęła się ciepło tym jednym ze swoich ośmiu uśmiechów .
- Bardzo się denerwujesz? Wiem, że nie. Nie umiała byś. Kiedy wokół rozpoczyna się nowy rozdział, ty zazwyczaj skaczesz z radości nie mogąc doczekać się początku. Zawsze pewna siebie, radosna kiedy wydaje się, że nie sposób być. Ty zawsze widzisz pozytywne strony w szarej rzeczywistości. – uśmiechnęła się szerzej- Więc kochani, pierś do przodu, uśmiech na ustach i uprzejmość w sercu. Zresztą co ja ci będę tłumaczyć, skoro bardzo często to ja uczę się tego od ciebie. Więc chyba powinnam powiedzieć ci tylko jedno, baw się dobrze i pamiętaj, że Cię kocham.
- Ja tez Cię kocham i dziękuję… za wszystko.
Samochód wtoczył się na wielki podjazd terenu szkoły. Wielki budynek pobudowany był na środku placu. Na całym parkanie była ułożona kolorowa kostka. Wysiadłyśmy z samochodu wprost na schody prowadzące do wnętrza budowli. Kiedy weszłyśmy do środka, zalała mnie fala przyjemnego, chłodnego powietrza w którym czuć było zapach cytrusów. Przestronny hol sprawiał oniemiające wrażenie. Wręcz połyskiwał złotem, które błyskało z ogromnej liczby statuetek i pucharów zawieszonych w gablocie na jasnej ścianie. Zza rogu wyszła wysoka brunetka ubrana w czerwony żakiecik.
- Dzień dobry – powiedziała uprzejmym tonem
- Dzień dobry – przywitałyśmy ją również
- Zapraszam, nowa uczennica jak mniemam?
-Tak, Katrine Hamilton.
-Miło mi, Dyrektor Michelle Royal, witamy w naszych skromnych progach. Proszę za mną, zaraz sprawdzimy w którym jesteś pokoju.
-Dziękuję. – powiedziałam i podreptałam za Panią Dyrektor w swoich brązowych balerinach za jej wysokimi czarnymi szpilkami, które kiedy ich obcas stykał się z zimną płytą posadzkową, wydawały charakterystyczny odgłos.
Weszłyśmy do eleganckiego gabinetu. Na wprost stało ciemne, pokaźne biurko, wypełnione papierami, a zaraz za nim piękny kominek. Na lewo pod oknem dwie skurzane kanapy, a na prawo całkiem sporych rozmiarów biblioteczka.
-Już patrzę. – Royal przerzuciła kartki grubej książki- Hamilton, Hamilton- Jechała palcem w dół strony.- Jest!- krzyknęła zadowolona- Pokój 326, trzecie piętro. Zapraszam za mną. Walizki zaraz ktoś przyniesie.
Wyszłyśmy na korytarz, by móc przedostać się do wind. Nacisnęłam srebrny guzik i nim upłynęło 20 sekund, drzwi otworzyły się i naszym oczom ukazało się lustrzane pomieszczenie. Mama wybrała przycisk z numerem trzy i winda wzbiła się do góry. Nowoczesna technika równa się ekspresowe tempo, więc nie zdążyłam nawet mrugnąć, kiedy to dojechałyśmy na miejsce. Wydostałyśmy się na zewnątrz i dyrektorka pomachała kluczem.
-Gotowa?- zapytała
-I to jak.- Odpowiedziałam rozbawionym tonem
Przekręciła kluczyk w zamku, który wydał charakterystyczny szczęk.
-O to i twój nowy dom.
Otworzyła drzwi, gdzie do środka padały oślepiające promyki słońca. Duży pokój, który zachwycał wyglądem. Ta kolorystyka, meble, wszystko to idealnie ze sobą współgrało. Ciepłe barwy w Sam raz połączone z zimnymi. Serce zapiszczało z radości. Oj tak, będzie mi tu dobrze. Na raz przypłynęły kolorowe marzenia dotyczące, które mogła bym tam spędzić.
-To chyba wszystko. Będziesz miała współlokatorkę. Powinna być lada chwila. Później jeszcze przyjdę.- i wyszła. Zostałam z Mamą. Wiedziałam, że teraz będzie ciężko. Chociaż mama chciała mojego szczęścia, to jednak z pewnością wolałaby, żebym wybrała szkołę bliżej domu.
- Kochanie, ja też już będę się zbierać, przede mną jeszcze droga powrotna. Liczę, iż będziesz się odzywała do starej matki. Poradzisz sobie tutaj, prawda?
-No jasne, że tak- Wiedziałam, że będę tęsknić, ale cóż, to nie koniec świata.- Nie jesteś stara- powiedziałam i podeszłam do niej, aby się przytulić, bo poczułam nagłe ukłucie w sercu. – Jesteś moją mamą.
-No już, dosyć tego dobrego. Idę i masz być grzeczna.- ucałowała mnie i okręciła się w kierunku drzwi, a w tym samym czasie, rozległo się pukanie i do środka pokoju wszedł starszy mężczyzna, taszczący moje walizki. Mama wyszła, a ja zakłopotana podeszłam do tego jakże uprzejmego pana.
- Och, dziękuję bardzo.
-Nie ma za co, to mój obowiązek, dowidzenia.
-Dowidzenia.
Odszedł, a ja zostałam sama. No to jedziesz babe.
Złapałam za bagaże, lecz w tym momencie, ktoś wszedł do pokoju.
Uśmiechnęłam się serdecznie, widać nowa współlokatorka przyjechała szybciej niż myślałam. I dobrze. Chętnie kogoś poznam… ale … nie była sama. Była z nią dyrektorka. Wprowadziła moją współlokatorkę i wyszła. Zaraz nawiązałyśmy wspólny kontakt, Była z Polski, jaki piękny zbieg okoliczności. Rozmawiałyśmy, plotkowałyśmy. Kurczę, fajnie byłoby się tak zaprzyjaźnić. Chwile potem rozległo się pukanie do drzwi. Caroline (bo tak miała na imię moja współlokatorka) podbiegła radośnie do drzwi i uchyliła je.. W tym momencie wszedł George. Podobno najprzystojniejszy chłopak w szkole.. . Przynajmniej tak słyszałam, a z tego co wywnioskowałam musiały być to prawdziwe plotki. Ruch tu dzisiaj jak na dworcu, pomyślałam. George powiedział parę słów i wyszedł.
Wieczorem odbyło się spotkanie organizacyjne, poszłyśmy tam razem. Na Sali gimnastycznej było głośno i gwarno. Wszyscy wrzeszczeli, albo głośno rozmawiali, lecz nagle jak pogrom po tłumie przeszła fala ciszy. Uczniowie jakby stracili głos, odwróceni w jedną stronę. Na środku dużego parkietu, który nie został zajęty przez uczniów, pojawiła się Royal. Zaczęła przemowę. W takich chwilach, słuchanie tego jest tak męczące, że myśli same płyną w inną stronę. Niestety, tak już mam. Jestem roztrzepana i często nie umiem skupić się na jednej rzeczy przez dłuższy czas. To było jakby urwał mi się film, Nim spostrzegłam powiedziała „Dziękuję” i na jej miejscu pojawili się wychowawcy, czytający nazwiska swoich uczniów. 1a nie, 1b też nie, 1c wybrali Caroline, a ja? Kiedy ja? Ale… doczekałam się, czasami mam szczęście, szkoda tylko, że tak rzadko się to zdarza, ale nic podbiegłam do moje współlokatorki i uściskałyśmy się. W całej już grupie podążyliśmy za naszym nauczycielem Jake’em Collins’em. Szliśmy w małym tłumku, który przemieszczał się w stronę klasy, a ja pomyślałam: „Oj tak, to musi się udać.”
 

 
Wybaczcie za to opóźnienie. Jeszcze dzisiaj na 100% wstawimy rozdział 2. Błagamy jeszcze o chwilę cierpliwości. Mamy nadzieje że wam się spodoba! ~El. xx
 

 
Morning!
Dzisiaj ok 18 dodamy rozdział 2, mamy nadzieje że wam się podoba rozdział 1 i spodoba rozdział 2.
Prosimy żebyście komentowali tego bloga..
Pisali co sądzicie i wgl. Było by nam bardzo miło i chyba miałybyśmy więcej motywacji do pisania kolejnych rozdziałów gdybyśmy wiedziały że wam się one podobają i chcecie je czytać.:) ~El.xx
 

 
Rozdział 1.
*Dzień oczami Caroline*

Tego dnia budzik miał zadzwonić punkt 8. Z jakiejś przyczyny nie zadzwonił o ustalonej porze. Obudziłam sie dość wypoczęta ale zdenerwowana i podekscytowana jak chyba jeszcze nigdy.
Tak to był ten dzień.. dzień w którym miałam wylot do nowej szkoły w Anglii. Było to prestirzowe liceum z internatem umieszczone niedaleko centrum Londynu.
Po przebudzeniu chwile jeszcze leżałam i rozmyślałam jak to będzie w Londynie.
Po chwili sięgnęłam ręką po telefon żeby spojrzeć która godzina. Ku mojemu zdziwieniu zegar pokazywał godzine 8:49 a wylot miałam na godzine 10:15.
Wyleciałam z łóżka jak oparzona i potykając się o spakowane już walizki próbowałam dostać się do łazienki.
Dlaczego ja zawsze musze zaspać ?! - Zastanawiałam się głośno stojąc przed lustrem w łazience.
Nie zdąże ! - Pomyślałam i załamana przemyłam sobie twarz zimną wodą.
W tym momencie mama zawołała mnie na śniadanie.
-"Już idę !" - Krzyknęłam, i wybiegłam z toalety kierując się do jadalni.
Na dole wszyscy już siedzieli przy stole. Na moim miejscu leżał talerz z jajecznicą. A na środku stołu leżał koszyk z pieczywem. Rodzice i brat już kończyli posiłek kiedy ja właśnie zaczynałam. Każdy kęs połykałam nawet bez pogryzienia.. żeby zaoszczędzić czas.
Kiedy skończyłam posiłek poszłam na góre żeby ubrać sie i ogarnąć.
Na podróż założyłam ulubione jeansy, kremowy sweterek i tomsy.
http://www.google.pl/imgres?start=249&;um=1&hl=pl&sa=N&biw=1280&bih=709&tbm=isch&tbnid=VcfeSFO-ph1_LM:&imgrefurl=http://weheartit.com/entry/31187514&;docid=YefQWck3RZY8HM&imgurl=http://data.whicdn.com/images/31187514/tumblr_m5y32pViUx1rum6nko1_500_large.jpg&;w=500&h=595&ei=5CNSUOahAoLetAaVm4D4DA&zoom=1&iact=hc&vpx=870&vpy=329&dur=2296&hovh=245&hovw=206&tx=77&ty=100&sig=115000156151155147305&page=12&tbnh=163&tbnw=137&ndsp=24&ved=1t:429,r:4,s:249,i:251
W torebce wszystko spakowane, paszport, dokumenty itp.
*Godzina 9:10*
Walizki spakowane do bagażnika. Wsiedliśmy do samochodu.Jeszcze ostatni odwrót by spojrzeć na rodzinny dom i okolice i w droge.
Dość szybko dojechaliśmy na lotnisko. Wysiedliśmy zabraliśmy walizki i popędziliśmy w strone wyjścia nr 7 w którym właśnie stała pani która sprawdzała bilety. Staneliśmy mniej więcej na środku lotniska kiedy rodzice przytulili mnie do siebie. Mama płakała.. Ja rozpłakałam się chwile potem. Tata miał markotną mine a brat nie zabardzo zdawał sobie sprawe że tak długo mnie nie zobaczy. Po prostu jeszcze do niego to nie dotarło. Puściłam mame i przykucnęłam żeby pożegnać się z bratem. Rzucił mi się na szyje i się rozpłakał. Przytuliłam go mocno i jeszcze mocniej się rozpłakałam. Było mi ciężko. Wiedziałam że nie zobacze ich przez najbliższe pół roku.
"Robi się późno, skarbie musimy już iść.." - Przerwał tata.
Oddaliśmy walizki do odprawy. Po odprawie szybko udaliśmy się w strone wyjścia nr. 7.
*Drodzy pasażerowie! Samolot do Londynu na godzine 10.15 wylatuje za 20 minut* - rozległ się głos na całym lotnisku.
Kiedy pani sprawdzała bilet, rodzice jeszcze raz mocno mnie przytulili.. Mama półszeptem powiedziała: "Zawsze będziesz naszą małą dziewczynką, pamiętaj. Bardzo cie kocham. Dzwoń do mnie co godzine. I pamiętaj ubieraj się ciepło! Bądź grzeczna kochanie!"
- "Dobrze mamo, obiecuje będę dzwonić. Kocham was"
-"Kochana, idź już. Zaraz masz wylot. Kochamy cie. Do zobaczenia!"
- "Do zobaczenia!" - Krzyknęłam i udałam się do przejścia.
Wyszłam na dwór.. Samolot już stał z otwartymi drzwiami. Weszłam po małych wąskich schodkach do samolotu mając przy sobie tylko i wyłącznie bagaż podręczny.. czyli torebkę.
Udałam się na poszukiwanie wyznaczonego na bilecie miejsca. Kiedy już je znalazłam okazało się że siedze obok jakiejś dziewczyny. Mniej więcej w moim wieku. Kiedy mnie zobaczyła zapytała się czy to moje miejsce.. Odpowiedziałam jej.
Usiadłam, wyjęłam mojego ulubionego jaśka z torebki i podłożyłam go pod głowe.
Przez cały lot siedziałyśmy i plotkowałyśmy. Po wylądowaniu i odebraniu bagaży pożegnałyśmy się, życzyłyśmy sobie powodzenia i poszłyśmy w swoje strony.
Na lotnisku miał czekać na mnie człowiek wysłany z tej szkoły.
Nie wiedziałam za bardzo jak go rozpoznać, ale kiedy zjechałam z góry ruchomymi schodami..
zauważyłam średniego wzrostu blondyna w wieku ok. 25 lat z kartką z napisem "Caroline"
Nie pewnie podeszłam do niego i powiedziałam "dzień dobry" tyle że po angielsku.
Mężczyzna odpowiedział mi z uśmiechem i zapytał się czy przyleciałam tu do liceum z internatem.
Odpowiedziałam że tak. Chłopak kolejny raz się uśmiechnął i tym razem ciągle uśmiechając się przedstawił się jako George.Po czym mężczyzna pomógł mi wziąć moje bagaże i udaliśmy się do samochodu który miał nas zawieść do tej oto szkoły.



*Dzień oczami Katrine*
Życie. Jednych dłuższe, innych niestety krótsze, ale każde unikalne. Wszyscy byli kiedyś dziećmi. Piękny okres zabawy i zerowych obowiązków, nie musisz się o nic martwić, ani nad niczym zastanawiać, po prostu… żyjesz. Wiadomo, że nigdy nic nie trwa wiecznie i po takim okresie sielanki, zaczyna się robić coraz trudniej. Szczebelek, po szczebelku i w końcu nadchodzi moment, kiedy musisz zdecydować co będzie dalej. No właśnie, u mnie już przyszedł. Ważna decyzja która będzie miała wpływ na resztę mojego bytu na ziemi. Rysunek. To było coś co mnie wypełniało. W każdej minucie, sekundzie mogłam wziąć kartkę, ołówek, schować się w kont i zacząć szkicować.
Przyszedł czas wybrania, szkoły średniej i wybrałam. Najlepsze w kraju liceum. Musiałam się tam dostać, tym bardziej że zajmuje się ono między innymi tym co kocham. Wysłałam więc zgłoszenie i z niecierpliwością czekałam na pozytywną odpowiedź. Londyn – szkoła. Liverpool- ja. Wyjazd do stolicy i mieszkanie w internacie. Od zawsze o tym myślałam. Więc któregoś pięknego dnia i niebiańskie moce zesłały do mojego domku listonosza, który przyniósł ze sobą list. Otwierając kopertę drżały mi ręce, a mózg przestał pracować. Liczyło się tylko pierwsze zdanie: tak, czy nie, kandydatura została przyjęta, czy odrzucona. Kilka prostych słów, złożonych w proste zdanie, które zadecyduje o mojej przyszłości. Rozłożyłam kartkę i ze łzami w oczach przeczytałam pierwsze literki. Wiedziałam, że się nie powstrzymam i już kilka sekund później łzy płynęły mi ciurkiem. Płakałam, ale płakałam ze szczęścia, bo dostałam od losu szansę, którą musiałam wykorzystać.
Kilka tygodni później. Budzik. Przeszywający moją głowę głos wstrętnego budzika, którego najchętniej roztrzaskałabym o ścianę. Z zamkniętymi oczami wymacałam wyłącznik i kliknęłam przycisk. Ręka opadła mi z powrotem bezsilnie na łóżko. Czemu noc zawsze tak krótko trwa? Nie. Już dobrze. Otworzyłam jedno, potem drugie i spojrzałam na zegarek. Dochodziła siódma. Skoczyłam na równe nogi, oczywiście uważając, żeby najpierw stanąć prawą nogą. Zawsze tak robiłam, w końcu czasem trzeba pomóc szczęściu, lecz niestety bardzo często miało to odmienne skutki. Wbiłam się w ulubioną sukienkę i popędziłam do łazienki. Spojrzałam w lustro, w oczy. „To dziś” pomyślałam. „dasz radę mała, nie takie były czasy”. Umyta i odświeżona zbiegłam po schodach, wprost na mamę która krzątała się pomiędzy kuchnią, a otwartym na cały parter salonem. wszyscy już tam byli. Mama, tata i Ania. Siostrzyczka tylko o rok ode mnie starsza. Niby podobna, ale jednak zupełnie inna niż ja. Nie wiem jak wytrzymam bez niej tyle czasu. Wtuliłam się w jej ramiona, jedyna osoba która wie o mnie wszystko, poczynając od błahostek, do spraw przez które bez niej bym nie przeszła. Zawsze mnie rozumiała, tak było i tym razem, więc jedyne co powiedziała to było:
- Pamiętaj o mnie mała.
-Ty o mnie też.
Przyszedł też czas na tatę. Nie raz kiedy wyjeżdżałam na zielone szkoły, kolonie, bał się o nie jak mało kto. Tym razem było podobnie. Jedyny mężczyzna w domu. Zawsze pod ręką do wypłakania mu się w rękaw, teraz miałam wrażenie, że to ja będę musiała go pocieszać . Nie rozkleił się jednak i zachował pozory silnego opiekuna domu.
Szczęście było takie, że to mama odwoziła mnie do nowego miasta, szkoły i na pewno przez jakiś czas domu, więc na razie przynajmniej ona się trzymała. Potężne walizki leżały już zapakowane w potężnej terenówce. Wszystko dopięte na ostatni guzik. Zapięłyśmy więc pasy, mama odpaliła silnik i powoli wrzuciła jedynkę. Przed nami cztery godziny długiej drogi, a przede mną miesiące nowego życia.
 

 
Siemanko ;)
Będę pisać tego bloga z moją przyjaciółką.
Będziemy pisać opowiadanie ;p mamy nadzieje że będzie wam się podobało.
Pierwszy rozdział prawdopodobnie dodamy jeszcze dzisiaj :) ~El.xx